366 maratonów z SM w 365 dni… to był tylko początek!

Annette

“It is so important to remember, that even when life is hard and challenging, there is always something we can do to make it better. Never give up!” Annette Fredskov

(To bardzo ważne, żeby pamiętać, że nawet jeżeli w życiu bywa ciężki i jest ono trudny wyzwaniem, zawsze jest coś co możemy zrobić, żeby uczynić je lepszym. Nigdy się nie poddawaj!)

Pewnie część z Was już ją zna, pozostałych polecam bliższe zapoznanie się. Annette Fredskov- 43-letnia Dunka, matka dwójki dzieci, od 5 lat chorująca na stwardnienie rozsiane. W 2013 roku podjęła niesamowite wyzwanie- 366 maratonów w 365 dni! Ostatniego dnia przebiegła aż dwa! Swoją historię zmagań z chorobą i kolejnymi kilometrami opisywała na blogu, później w książce. Można ją znaleźć również w wersji anglojęzycznej. I do dziś nie przestała biegać. Na jej liczniku w obecnej chwili jest 565 maratonów!

Dlaczego ta kobieta tak bardzo mi imponuje? Z kilku powodów. Nie chodzi o samo bieganie. Żeby zdecydować się na tak gigantyczny wysiłek trzeba czegoś więcej niż godzin treningów i hektolitrów wylanego potu. Annette zdecydowałam, że wystawi swoje SM na trudną próbę. Nikt nie wiedział jak jej organizm zareaguje, czy choroba z powodu wysiłku nie będzie postępowała. Dla zdrowej osoby maraton to wyzwanie- co dopiero dla człowieka z SM! A co powiedzieć o 366 maratonach? Czyste szaleństwo!

Ale ja takich ludzi podziwiam. Nikt  z nas nie wie, co będzie jutro. Nikt nie wie jak skończy się dzisiejszy dzień. Trzeba nie lada odwagi, żeby zrobić coś, czego wcześniej nie dokonał jeszcze nikt. Wytyczać nowe ścieżki, otwierać kolejne możliwości. Dla mnie historia Annette jest motywująca i inspirująca. Wiem, że wiele osób zastanawia się czy to rozsądne, dlaczego ta kobieta narażała własne zdrowie dla pokonania setek kilometrów. Przecież na dzieci, powinna być odpowiedzialna dla nich, bo co się stanie jeżeli mama podupadnie na zdrowiu? Czytałam kilka artykułów na polskich portalach dotyczących wyczynu Dunki. Smuci mnie liczba negatywnych komentarzy na jej temat. Zarzuca się jej brak odpowiedzialności. Raz nawet przeczytałam, że to nic wielkiego i tylko media rozdmuchują temat… Dla mnie to, czego ona dokonała, to gigantyczna praca na rzecz pokazania innym chorym, że chorobą może towarzyszyć nam całe życie, ale nie musi ograniczać!

Sama biegaczka twierdzi, że pokonywanie kolejnych maratonów wpłynęło pozytywnie na jej zdrowie. Chociaż można oczywiście zastanawiać się jak takie obciążenie zniosły jej stawy. Ale czy o to tu chodzi? Czy zdrowi ludzie zastanawiają się codziennie czy wyzwania przez nich podejmowane nie będą miały na pewno negatywnych konsekwencji dla zdrowia? Czy jadąc 200 kilometrów na godzinę myślimy o tym? Zapewne nie. Dlaczego więc ludzie oceniają ją?

Bieganie, jak każda dyscyplina sportu, niesie ryzyko kontuzji. A czym grozi nic nie robienie? Ja podziwiam tą kobietę. Po zakończeniu projektu, ona wcale nie przestała biegać! Pokonuje kolejne maratony, wciąż uśmiechnięta, zdrowa i pełna zapału do dalszej ciężkiej pracy nad sobą. Po raz kolejny chcę podkreślić, że tu nie chodzi o bieganie! Chodzi o znalezienie swojego celu, dążenie do niego i po prostu dbanie o siebie. Nawet jeżdżąc na wózku można uprawiać sport (patrz kulawa warszawa grająca w rugby), można haftować, pisać pamiętnik, blog, gotować albo robić milion innych rzeczy… Tylko nie można dać chorobie wygrać! Choroba to tylko niewielka część naszego życia. Dlaczego ma zawładnąć całą resztą?

Ja też słyszę, że moje bieganie może nie wyjść mi na zdrowie, że nie powinnam, a co jeżeli zrobię sobie krzywdę…  Odpowiedź jest jedna: nie wiem. Nie dowiem się, dopóki maratonu nie przebiegnę. Ale najważniejsze jest dla mnie, że dzięki przygotowaniom do niego zmieniłam tryb życia, dietę, zaczęłam regularnie w domu ćwiczyć i na rehabilitację. Czuję się o niebo lepiej!

Kiedy szukałam informacji o Annette, trafiłam na podobną inicjatywę w Polsce! Polecam śledzenie informacji na temat kolejnych maratonów Pana Ryszarda Kałaczyńskiego :)

A Wy bylibyście w stanie wystawić na szwank swoje zdrowie, żeby osiągnąć w życiu coś innego, niezwykłego? Jak wiele według Was warto zaryzykować, żeby mieć szansę na spełnienie marzeń?

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>