Czy SM jest kobietą?

dzien kobiet

Napisałam ten tekst, kiedy miałam 20 lat. Wiele się zmieniło od tego czasu, ale na pewno nie moje problemy z huśtawką emocjonalną czy uwielbienie szpilek. Miłość do różowej szminki też przetrwała próbę czasu :) Zapraszam do lektury! Trochę o miłości, trochę o seksie i kolorowych fatałaszkach w szafie i butach na wysokim obcasie, w których nie chodzę, ale stoją ładnie na półkach. Czyli o kobietach na dzień kobiet!

Gdyby SM było kobietą, wiedziałoby, że obcasy, makijaż i zwiewne sukienki to istotny element naszego świata. Nie odebrałoby nam przyjemności korzystania z nich.. Nie jest też mężczyzną, bo który dobrowolnie pozbawiłby się możliwości zerkania na zgrabnie poruszające się po ulicy panie.

W ten eteryczny, wielobarwny świat koronek, szminek i perfum wkracza szarość. Pustoszy, odbiera, przykrywa to co najpiękniejsze. Na szczęście nie najcenniejsze. Bo chodź pozbawia nas wielu atrybutów, nie pozbawia kobiecości samej w sobie. Trzeba wiele odwagi, żeby o nią walczyć. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Kiedyś dziękowałam Opatrzności, że jestem zdrowa i nie borykam się z tak trudnymi problemami co inni. Dziś, będąc bardzo młodą kobietą, dziękuje za każdy poranek, kiedy mogę bez problemu wstać z łóżka, uczesać włosy i nałożyć odrobinę różu na policzki. Moja blada i nieustannie zmęczona twarz chodź z pozoru wydaje się wtedy weselsza.

Makijaż nie zakryje jednak wszystkich problemów. Nie można przed nimi uciec. Powracają jak bumerang, a im dłużej próbuje od nich uciec, z tym większą siła powracają. Napisałam, że SM nie pozbawiło mnie kobiecości. Za to bardzo ograniczyło możliwości. To jakby odebrać wędkarzowi wędkę. Jeden będzie próbował łowić rękoma, drugi sklecić naprędce bambusowy zamiennik, a inny podda się, tracąc nadzieję na udany połów. Efektywność działań często zależy od stopnia determinacji i wkładu własnych sił, jednak szanse nigdy nie będą równe.

Współczesny świat utrudnia pogodzenie się z wieloma stratami. Epatowana na ulicy i w mediach widokiem zgrabnych, powabnych i fizycznie pięknych kobiet nie potrafię znieść myśli, że być może już nigdy nie założę szpilek. Każdy rzut przybliża mnie do wózka, trwałej niepełnosprawności. Dla takich dziewczyn nie ma miejsca na ulicy, w magazynach czy telewizji. Nie ma dla nich miejsca w otaczającym mnie świecie. Skąd mam w takim razie czerpać siłę? Mając zaledwie dwadzieścia lat powinnam pogodzić się z faktem, że nieakceptowana przez społeczeństwo jestem skazana na wyobcowanie? Oczywiście są środowiska, które nie tylko akceptują, ale też wspierają ludzi chorych. Trzeba jednak pamiętać, że każdy z nas jest istotą społeczną. Adaptacja do nowej roli jest procesem trudnym i bolesnym, zwłaszcza gdy wiąże się z degradacją.

Nawet kiedy uporam się z kompleksem fizyczności, problem nie znika. Naturalną rolą kobiety w społeczeństwie jest rola żony i matki. Która z nas nie marzyła o białej sukni i małym białym domku za miastem. Ta bajka może spełnić się tylko wówczas, gdy na naszej drodze pojawi się książę na białym rumaku. I pokocha mnie taką, jaka jestem? Niezbyt samodzielną, mającą milion problemów na minutę, nie całkiem zrównoważoną emocjonalnie. Z takiego połączenia wyjdzie raczej czarna komedia niż romantyczny film z happy endem. Oby nie dramat. Jeżeli jednak zakocha się czy mam prawo skazywać go na życie w ciągłym stresie, niepewności? Tym właśnie jest ta choroba. Jedną wielką niewiadomą. Pozwolić jemu się zbliżyć czy odejść? Która droga skaże go na większe cierpienie? O tym właśnie pisałam. Milion pytań i problemów na minutę… Na te jeszcze nie znalazłam odpowiedzi. Radzenie sobie z emocjami jest jednym z moich największych problemów, który pojawił się wraz z chorobą. Kobieca natura potęguje go jeszcze.

A co z seksem? Jak poczuć się atrakcyjną nie mogąc ruszyć nogami, mając przeczulice i widząc jedynie rozmazaną twarz ukochanego? Dobre pytanie. Kiedy mam zły dzień, czuje się brzydka, niezgrabna i wstydzę się wyjść na ulice maluje usta różową szminką. Po obejrzeniu filmu „Szminka” długo i szczerze śmiałam się. Polecam wszystkim paniom. Zarówno film, jak i zakup szminki. Może to płytkie, może to próba zakłamania rzeczywistości. Dla mnie to jednak jedyny sposób na powrót do świata kobiet. Żadne czułe słowa, komplementy nie sprawią, że poczuje się dobrze w swoim ciele. Za to świadomość, że nic nie jest w stanie odebrać mi kobiecości, owszem. A całować się można z zamkniętymi oczami, to nawet bardziej romantyczne.

Kiedy już uporam się z fazą randek, pocałunków i przebrnę pomyślnie przez fazę rozważań co dla niego będzie lepsze, przychodzi czas na założenie rodziny. Temat macierzyństwa jest bliski prawie każdej kobiecie. Tej z SM także. Dzieci to ogromna odpowiedzialność. W tym temacie trzeba pójść na kompromis. Uświadomić sobie jak duże są potrzeby, zaangażować wszystkie swoje siły. Jeżeli to okaże się jeszcze niewystarczające, poprosić o pomoc. Teraz mogę tylko teoretyzować, nie mam jeszcze potomstwa. Wydaje mi się, że problemem wielu kobiet jest wstyd przed proszeniem o cokolwiek. Kwestia macierzyństwa jest szczególnie drażliwa. O ile w codziennych czynnościach dopuszczamy możliwość ingerencji osób trzecich, pielęgniarki czy kogoś z domowników, o tyle rolę matki powinno się wypełniać samodzielnie. Potrzeba wiele siły, by móc dzielić tę rolę z kimś innym. Czasami jest to nieuniknione, szczególnie gdy fizycznie nie jesteśmy w stanie jej pełnić. Dla dobra dziecka warto poświęcić własne potrzeby.

Choroba pozwoliła mi uświadomić sobie jedną bardzo istotną rzeczy. Kobiecość to nie tylko sposób ubierania się, wysokie obcasy czy kolorowy makijaż. To wszystko powinno być tylko odzwierciedleniem tego, co barwne i piękne mamy w środku. Nie twierdzę, że od dziś każda z nas powinna chodzić w dresie, by zademonstrować światu, że fizyczność to kwestia drugoplanowa. Niech między ciałem i duchem zapanuje harmonia. Harmonia, która ułatwi nam codzienną walkę z chorobą. Tego życzę sobie i każdej kobiecie, która rozumie moje rozterki i boryka się z podobnymi problemami. Nie warto się poddawać, nawet na chwile. Bo życie ciągle płynie, trudno będzie je później dogonić.

A z czym Wam kojarzy się kobiecość? Czy nieuleczalna choroba musi jej nas pozbawiać? Jestem ciekawa Waszego zdania na ten temat.

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  

11 komentarzy “Czy SM jest kobietą?”

  1. JukkaSarasti pisze:

    Nigdy nie byłam ani dziewczęca ani później kobieca, więc dla mnie ten problem nie istnieje. Pytasz: która z nas nie marzyła o białej sukni. Otóż ja nie marzyłam. Nigdy. I nigdy tego na sobie nie miałam. Do ślubu szłam w spodniach. Srebrzystoszarych. Ale na szpilkach.
    A co do dziecka: Po pierwsze statystyki mówią, że SMki matki są dłużej na chodzie niż bezdzietne. Oczywiście, statystyka to statystyka – nigdy nie przewidzisz, czy znajdziesz się w większości. Po drugie: dziecko w pierwszym okresie życia wymusza rehabilitację ruchową. Po trzecie: początku daje motywację do troski o własne zdrowie. Jest dla kogo się starać. Wszak dużo możemy zrobić same (sami) dla swojego zdrowia – diety nam lekarz nie ustali, a to bardzo ważna sprawa. I ruszać się też trzeba – przynajmniej w dobie powszechnej plagi otyłości możemy być dla dzieci przykładem ćwiczących rodziców.

    1. withasmile.pl pisze:

      Jedna marzy o białej, jedna o srebrzystej, a ja dziś założyłabym różową ;)
      Zgadzam się, że dla innych ludzi bardziej się chcę! Ale problemem jest też po prostu brak dostępu do wiedzy. Ja boję się co będzie w przyszłości w momencie, kiedy zasady programów lekowych się nie zmienią. Wiecie, że kryterium wykluczenia z programu lekowego jest ciąża? Chcesz mieć dziecko, wypiszą cię z programu i potem będziesz musiała od nowa przechodzić całą procedurę ubiegania się o lek. Są placówki, które działają inaczej, ale to tylko ich dobra wola. Przykazanie Ministerstwa Zdrowia jest inne.
      Fajnie, że piszesz o tym jak choroba może zmotywować nas do większego dbania o siebie! Ja mam dokładnie tak samo. Zero chipsów, smażone baaardzo rzadko, zero fastfoodów i ruch. W taką pogodę jak dziś aż żal byłoby nie wyjść na spacer :)

  2. Akpork pisze:

    Mila, dziękuję! Piękny wpis! Tak bardzo znam te dylematy :( jedynie szpilek nie lubię :D więc jeden problem mniej ;-) przynajmniej się nie wywalę :D

    1. withasmile.pl pisze:

      Cieszę się, że w moim tekście możesz znaleźć też swoje problemy. Tylko żeby to szpilki były problemem… wieczny dylemat, to mój największy problem ;)

      1. Akpork pisze:

        Dylemat. Oj ile ich nie mam i nie miałam… Byłam o krok od założenia rodziny i były dylematy, a co po ciąży, że może być gorzej, a co z dzieckiem, a jak wytrzymam ciągłe nocne budzenie się do maleństwa, kiedy sama mam takie problemy ze snem. I ciagłe, a bo choroba… I tak bardzo potrzebne jest wtedy wsparcie osób bliskich, a w przypadku założenia rodziny, tej drugiej osoby, która ma być w przyszłości ojcem Twojego dziecka i tym który jest na tyle silny, żeby nie wystraszyć się SMu, nie uciec przed stwardnieniem rozsianym, którego żadna z nas sobie nie wymyśliła, nie kupiła na bazarze i ono nie zabiera nam kobiecości, owszem, wtrąca się bardzo w nasze codzienne życie, psuje makijaż kiedy poleci łza bezsilności, ale sztuką jest podchwycić tę łzę i sprawić żeby nie leciały kolejne. A jeśli będą to płakać wspólnie, ale z radości. Radości zwycięstwa, mimo trudności. Tak ja to sobie wyobrażam… A obecnie boję się, walczę, ale boję czy będzie ktoś silny, odważny i potrafiący walczyć ze mną. Bo mężczyzn nie brak, ale ilu jest tych odważnych, którzy po informacji co znaczą nasze DWIE LITERKI po prostu nie spieprzą…

        1. withasmile.pl pisze:

          Jak dobrze znane są mi te rozterki… silny facet. Gdzie go znaleźć? Nawet jeżeli nie powie Ci wprost, że nie możemy być razem przez twoją chorobę, ona zawsze ma wpływ na tę decyzję. A zdarza się i tak, że powie prosto w mostu: nie, bo masz nieuleczalną chorobę. Wierzę, że każdej z nas uda się jednak takiego znaleźć. Który nie będzie postrzegał nas i naszych ograniczeń jako problemu. Makijaż się poprawi, teraz modne są baleriny, nie obcasy, więc wszystko jest do robienia ;)

  3. Cezary pisze:

    Świetny, poruszający i prawdziwy (również analogicznie dla mężczyzn z SM) tekst. A kobiecości Mileno Ci nie brakuje.

    1. withasmile.pl pisze:

      Dziękuję Czarek. Ale kobiecość to przede wszystkim poczucie bycia kobiecą. Niezależnie od tego, co widzą inni, to trudne… może chciałbyś kiedyś podzielić męskim punktem widzenia? :)

      1. Cezary pisze:

        Bardzo chętnie się podzielę, tylko ja mam umysł ścisły i pisanie tekstów średnio mi wychodzi :)

  4. paragon pisze:

    Według mnie kobieta która chce mieć dzieci nie powinna zwlekać. Do puki czuje się dobrze niech to wykorzysta. Co będzie później to się okaże

    1. withasmile pisze:

      Haha! Ale do tego trzeba dwojga. Ja jestem sama. Co do zwlekania… to chyba urok naszych czasów. Trudno jest nam znaleźć czas nawet na rzeczy najważniejsze. Dziecko postrzegane jest jako obowiązek, ciężar i niekończąca się liczba wyrzeczeń.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>