Inspirująca czy nieodpowiedzialna? Historia nastoletniej biegaczki z USA.

“Czuję, że kiedy biegam i jestem szczęśliwa moje SM też ma się lepiej”- mówi młoda biegaczka ze Stanów  Zjednoczonych. Choruje od kilku lat. Nie zrezygnowała z uprawiania sportu, i nie zamierza.

Kayla Montgomery dowiedziała się swojej chorobie w wieku 14. lat. Z tego powody musiała zrezygnować ze sportowego trybu życia, m.in. z gry w drużynie piłkarskiej. Z czasem całkowicie straciła władzę w nogach. Dzięki leczeniu stanęła na nogi, ale nie oznacza to, że przestała odczuwać skutki choroby. Kayla traci czucie w nogach za każdym razem, kiedy temperatura jej ciała rośnie. Mimo to postanowiła kontynuować karierę sportową. Rozpoczęła treningi w biegach długodystansowy. Trenuje 6 dni w tygodniu. Jak mówi jej trener i koledzy z zespołu, nigdy nie była i nie będzie traktowana inaczej, ulgowo. Dziś jest jedną z najlepszych długodystansowych biegaczek w kraju i jest mistrzynią swojego stanu, Północnej Karoliny, w biegu na 3,2 km. Swojemu trenerowi na samym początku powiedziała tylko „Chcę biegać szybko”. On w jednym z wywiadów stwierdził, że „ona nie biega dla zdobycia stypendium. Ona nie biega dla zdobycie trofeów. Ona nie biega po to, by wygrać. To jej prywatna podróż.”.

Reportaż, który wzruszył widzów w Stanach Zjednoczonych i szybko obiegł świat, znalazłam na jednym w forów. Przepełniona emocjami i chęcią podzielenia się tą, przynajmniej dla mnie, bardzo inspirującą historią, przesłałam link do grupy znajomych. Moje ogromne zdziwienie wywołał fakt, że w odpowiedzi otrzymałam połowę pozytywnych, połowę negatywnych komentarzy. Niektórzy tak jak ja ocierali łzy z oczu wzruszeni niesamowitą siła ducha, determinacją tej dziewczyny, zaś inni krytykowali brak odpowiedzialności, świadome szkodzeniu swojemu zdrowiu, narażanie się na pogorszenie stanu zdrowia. Muszę przyznać, że nie rozumiem tej drugiej grupy! Chociaż ich argumenty wydają się być racjonalne. Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie. Czy osoba chora powinna rezygnować z rzeczy, które sprawiają jej przyjemność, a jednocześnie mogą szkodzić?  Czy uważacie za nieodpowiedzialne zachowanie Kayli i jej trenera? W ciekawości przeczytałam komentarze pod niektórymi artykułami w prasie amerykańskiej i nie znalazłam ani jednego, który przedstawiałby negatywne stanowiska w tej sprawie. Większość były to słowa uznania i życzenia, by Bóg jej błogosławił :)

Czy chory ma prawo do życia w taki sposób, jaki on uważa za słuszny nie bacząc na konsekwencje? Ja jestem skłonna powiedzieć, że tak. Pod jednym warunkiem. Że to nie jest świadome krzywdzenie siebie, zaniedbanie swojego zdrowie jak  na przykład w przypadku palenia papierosów. Lekarze, którzy również wypowiadali się na ten temat na łamach prasy amerykańskiej twierdzą, że korzyści z bycia szczęśliwym, zadowolonym, pełnym energii człowiekiem są ogromne i poziom życia, pomimo choroby, podnosi się. Ja też widzę i czuję tę różnicę. Nie namawiam do tego, żeby teraz każdy cierpiący na SM kupił buty do biegania, bo to na pewno podniesie jego poziom zadowolenia z życia. Mam raczej na myśli stan zadowolenia wynikający z faktu spełniania swoich marzeń, pasji. Pewnie w ograniczonej przez chorobę formie, ale jednak! Dla kogoś może to być czytanie kilku książek dziennie, dla drugiej osoby szydełkowanie, dzierganie albo hodowla królików- co kto lubi. Dlaczego podziwiam Kylie? Bo miałam odwagę powiedzieć głośno, że będzie robiła to, co sprawia, że jest szczęśliwa. Ja długo bałam się powiedzieć lekarzowi o swoim pomyśle przebiegnięcia maratonu, bo nigdy od żadnego lekarza ani rehabilitanta nie usłyszałam, że mogę uprawiać jakikolwiek sport. Słyszałam tylko powtarzane jak mantra zdania: tylko niech się panie nie przemęcza, tylko niech się pani nie przegrzewa… I mój ulubiony argument. Nie musisz przecież biegać, jest wiele innych rzeczy, które możesz robić. I nie wiem co odpowiedzieć, kiedy słyszę coś takiego… Wiem, że takich rzeczy jest mnóstwo. Ale ja lubię biegać, chcę biegać, dzięki temu czuję się lepiej, bieganie mi nie szkodzi, wręcz przeciwnie, i nie widzę żadnego powodu dla którego miałabym z niego zrezygnować. Kayla w wywiedzie dla Runner’s World and Running powiedziała dla mnie bardzo istotną rzecz. Ona pogodziła się z tym, że mobilność dla niej, osoby chorej na stwardnienie rozsiane, nie jest czymś pewnym. Jednak w ramach tego, co nadal ma, co może robić, chce robić jak najlepiej to, co lubi.

I mam jeszcze takie samo spostrzeżenie jak Kayla. Moje SM polubiło bieganie. I ja dzięki bieganiu bardziej lubię swoje SM.

Czekam na Wasze komentarze. Jestem ciekawa jakie macie zdanie na ten temat.

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  

8 komentarzy “Inspirująca czy nieodpowiedzialna? Historia nastoletniej biegaczki z USA.”

  1. Marcin U pisze:

    Wszystko ma swoje negatywne strony. WSZYSTKO. Picie wody może zabić jak się przyłożymy. Nie inaczej jest z bieganiem jak i każdym innym sportem. Wszystko jest w głowie i świadomości trenującego na co sobie może pozwolić. Scenka sprzed roku. Do mojej koleżanki dzwoni jej koleżanka:
    – Cześć (niech będzie) Ola. Mój mąż zdecydował na urodziny przebiec maraton. To powinien coś chyba potrenować prawda?
    – Eeeee ale to jest 42km biegu, Średnio wytrenowana jednostka biegnie to ok 4h
    -Aha…to ja mu przekażę.
    Kurtyna, oklaski, kwiaty, wizyty w zakładach pracy.
    Facet model: kanapowiec, wyposażony w oponę od stara na wysokości okolicy brzusznej, zapas piwa jak na apokalipsę zombie, NIGDY nie biegał. Ale że jest „moda” i wszyscy „biegajo” wiec i on sobie machnie maraton. A co? Kto bogatemu zabroni.
    Co do odczuć podczas biegania to ja lepiej żebym muzyki nie słuchał, albo śpiewam i zaburzam sobie rytm oddechowy abo gram na wirtualnej perkusji
    Hmmmm endorfiny :)

    1. milena pisze:

      Marcin, to prawda, wiele jest w naszych głowach! Nawet przy najlepszej kondycji człowiek nie pokona maratonu bez odpowiedniego nastawienia. Nasze możliwości i ograniczenia są w umyśle. A reszta to kwestia ciężkiej pracy! bo nawet z najbardziej pozytywnymi myślami nie przebiegniesz maratonu, jeżeli wcześniej jedynym sportem było przerzucanie kanałów ;)

  2. Akpork :) pisze:

    Moja Droga, absolutnie się z Tobą zgadzam! Część moich znajomych (tych, którzy w ogóle wiedzą o smsie ;)) puka się w czoło jak przyjeżdżam na drugi koniec Poznania rowerem albo wybieram się na całodzienną wyprawę po lasach. Że pędzę pieszo zamiast podjeżdżać 2 przystanki tramwajem, że biegam jak się da. Nie rozumieją często, że to daje siłę, motywuje i chociaż jak nie mam tempa jak rajdowiec, ale cieszę się jak głupia z kaŻdego pokonywania siebie :) pozdrawiam ciepło :)

    1. withasmile.pl pisze:

      Ja mam podobne uczucia, kiedy biegam! Czasami biegnę, uśmiecham się albo podśpiewuję. Ludzie dziwnie się patrzą ;) ale mi to sprawia niesłychaną radość. Fajnie, że na blogu pojawia się coraz więcej osób, które pokazują swoje pozytywne nastawienie do życia i otoczenia i piszą o swojej aktywności fizycznej :)

      Akpork, mam nadzieję, że przeczytasz moją odpowiedź na komentarz. W połowie lutego będę w Poznaniu. Napisz do mnie na milena@withasmile.pl Chętnie się spotkam i jeżeli będziesz chciała, opiszę Twoją historię na blogu.

  3. Ndal pisze:

    chory ma prawo do życia w taki sposób, jaki on uważa za słuszny nie bacząc na konsekwencje – ZDECYDOWANIE TAK !!!

    1. withasmile.pl pisze:

      Jako osoba chora w pełni się zgadzam! Zastanawiam się tylko czy myślałabym tak samo gdybym była po drugiej stronie :)

  4. Krystyna pisze:

    Z racjonalnego punktu widzenia ryzykowanie swojego zdrowia jest zachowaniem nieodpowiedzialnym. Ale jak ktoś zdobywa 8-tysięczniki, skacze ze spadochronem czy bije jakiekolwiek rekordy to jakoś nikt nie myśli o tym w tych kategoriach. Bo on realizuje swoje pasje i marzenia. Więc dlaczego osoba chora miałaby być pozbawiona tej możliwości? Ja rozumiem, że rodzina, przyjaciele, boją się o bliskich i chcą ich widzieć zdrowymi. Jednak to indywidualna decyzja każdego co robi ze swoim życiem i jeśli chce robić coś, co go uszczęśliwia, nawet kosztem cierpienia, jeśli ta przyjemność i satysfakcja przewyższa strach każdego człowieka przed bólem, to ma pełne prawo to robić.

    1. withasmile.pl pisze:

      Zgadzam się z Tobą :) cieszę się, że to piszesz. Faktycznie, kiedy mówimy o wyczynach osób zdrowych nikt nie przytacza długiej listy negatywnych konsekwencji spełniania często niebezpiecznych marzeń. Granica rozsądku zawsze musi gdzieś istnieć i sądzę, że nie mam sensu jej przesadnie przesuwać ani w jedną, ani w drugą stronę ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>