Jeden krok do tyłu, trzy do przodu.

blog 6

Czasami trzeba się wycofać, żeby zobaczyć rzeczywistość w szerszej perspektywie i zrozumieć więcej. Tak wyglądały moje ostatnie dwa tygodnie. Kontuzja mięśnia bicepsu, potem kolano… Krok do tyłu. I dziś czuję się jeszcze lepiej przygotowana do maratonu. I szczęśliwa! 

foto historia Wreszcie mam pełną świadomość ograniczeń moje ciała. Przygotowania do  maratonu są dla mnie  jedyną tego rodzaju nauka własnego ciała. Jeszcze  kilka miesięcy temu, kiedy mój  rehabilitant pytał się, co mnie boli odpowiadałam:  noga, kolano, głowa. Nie byłam w stanie określić  jakiego rodzaju to ból, co  dokładnie mnie boli, w jakich sytuacjach ból się pojawia. Dziś dużo lepiej czuję  własne ciało. Dzięki temu jestem również w stanie lepiej mu pomagać. Odróżniam  ból wywołany  zmęczenie, na który w moim przypadku bardzo dobrze działa gorąca  kąpiel. Ból wywołany  spastycznością, na który rewelacyjnie działa masaż. Albo ten  wywołany kontuzjami, z którymi też już  jestem za pan brat. Bardziej o ciało dbam.  Mogłabym przytoczyć kilka znanych wszystkich mądrości  życiowych, takich jak  „jestem tym, co jem”, „zdrowie jest jedno”, „w zdrowym ciele zdrowy duch”… bo  wszystkie ona są bardzo prawdziwe! W momencie, kiedy zaczniemy żyć w zgodzie ze  swoim ciałem,  będzie uważnie przysłuchiwać się temu, co ono chce nam przekazać,  przekonamy się, że to nie tylko  puste slogany. Świadomość ciała to nowa  umiejętność, którą nabyłam podczas treningów.  Treningów, z których na dłuższy  czas musiałam zrezygnować, żeby po tygodniu odpoczynku i pracy nad  własnym  ciałem, móc znowu wrócić do biegania i móc cieszyć się nim jeszcze bardziej!

Ten krok do tyłu, z powodu którego na początku bardzo rozpaczałam, dał mi  więcej niż wiele  wcześniejszych wybiegań i kilometrów. Dziś wiem, że nie dopuszczę  już do pojawiania się kolejnej takiej kontuzji. Z kolanem było niestety tak, że  pierwsze objawy zbagatelizowałam. Ból i niekomfortowe uczucie w kolanie  wrzuciłam na nowe buty. Stwierdziłam, że na pewno się przyzwyczaję. Pewnie  gdybym wtedy była mądrzejsza, uniknęłabym kilku łez ukradkiem ocieranych  podczas rehabilitacji. Ale z drugiej strony nie miałabym pojęcia jak wiele jest  człowiek w stanie znieść, jeżeli w jego głowie i sercu pojawi się prawdziwa pasja i  wymarzony cel! Nie odpuszczę. Do maratonu nie pozostało zbyt wiele czasu, ale dziś  czuję, że jestem o wiele bliżej mety niż kiedykolwiek. Ostatni czas nie był stracony.  Umknęło mi kilka wybiegań, niektóre treningi były krótsze niż zakładał plan, ale  teraz wiem,  jak przygotować moje ciało do takiego wysiłku. Podkreślam- moje.  Każdy z nas jest inni i nawet perfekcyjne wykonanie założeń treningowych  opracowanych przez specjalistę nie gwarantuje sukcesu. Trzeba umieć słuchać siebie  i głosu swojego organizmu. Warto radzić się innych, wysłuchiwać dobrych rad. Ja też  takiego wsparcia niedawno szukałam i znalazłam z Wojciechu Stańko. On  przebiegł już z SM dwa maratony, do trzeciego się przygotowuje. Niesamowity  człowiek, z którym wywiad na blogu ukażę się za kilka dni ;) Jednak każdemu jego  indywidualną drogę do celu powinno wyznaczać jego ciało.

Wracając do tematu przymusowych przystanków na drodze do maratonu. Nauczyły  mnie one również pokory. Nie sztuką jest trenować codziennie do utraty siły. Sztuką  jest prowadzić trening tak, żeby zaprowadził nas do celu. Ćwiczyć regularnie, nie  szukać wymówek nawet w najbardziej deszczowy dzień z niskim ciśnieniem. Kiedyś  powtarzałam, że rano nie da się biegać. Teraz wiem, że nawet o 5:30 się da.  Wszystko jest kwestią tego jak zaprogramujemy swoje ciało. Skoro sama twierdziłam, że pobudka o 5 to wyrywanie się ze snu w połowie nocy, czemu moje ciało miało sądzić inaczej? Dziś staram się zaplanować treningi tak, by mieć też czas na pracę, naukę i odpoczynek. Regeneracja jest tak samo ważną formą wysiłku jak treningi! Czasami zdrowo jest nic nie robić. Leżeć w wyciągniętymi nogami i myśleć o niebieskich migdałach. Trzeba tylko uważać, żeby zachować odpowiednie proporcje ;)

Jeden krok w tył już zrobiłam. Teraz pora na trzy do przód. Wróciłam do treningów.

Mądrzejsza, bardziej zmotywowana i pełna nadziei na sukces. Uwierzyłam wreszcie, że mogę! :)

 

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  

2 komentarze “Jeden krok do tyłu, trzy do przodu.”

  1. Akpork pisze:

    Piękny wpis! Ta pokora jest tak ważna… A na wywiad czekam, bardzo zaciekawił mnie temat! ;-)

    1. withasmile.pl pisze:

      Dzìękuję! Wywiad zapowiadam na poniedziałek. Pokora i czas- to dwie rzeczy niezbędne, by osiągnąć cel. Niczego nie osiągniemy z dnia na dzień, tylko systematyczną pracą. Wytrwałości życzę :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>