„Jeżdżę rowerem tempem dziewczyn w sukienkach na składakach”

image1

Kosie poznałam się dzięki blogowi. Spotkanie z nią wpisałam na swoją listę rzeczy, za którą jestem wdzięczna chorobie. Idealnie opisuje ją jedno słowo: optymizm! Ta urocza, pełna energii kobieta choruje na stwardnienie rozsiane od 1,5 roku i też biega, pływa, jeździ na ukochanym rowerze. O swoich przygodach na dwóch kółkach piszę na blogu: www.rewor.wordpress.com. Razem wystartowałyśmy w Poznańskim Biegu Walentynkowym. I jestem przekonana, że to pierwszy, ale nie ostatni nasz wspólny start!

 

Kosiu, jeżeli możesz przedstaw swoją historię w dwóch słowach.

Mam 29 lat, pracuję, jestem już 5 lat po studiach językowych, pracuję, piszę bajki dla dzieci, tworzę też swojego bloga i…. jeżdżę rowerem! Ale nie zawsze jest łatwo. Oficjalnie od 1,5 roku mam SM i gdyby nie ruch, dużo ruchu, to myślę, że nie robiłabym dziś tego co robię i do tego chciałabym też zachęcać innych!

Biegasz, pływasz, jeździsz na rowerze. Skąd bierzesz siłę na to wszystko?

Moja historia z SM zaczęłam się tak naprawdę 5 lat temu kiedy zaczęłam mieć problemy ze snem. Nie spałam ani minuty przez wiele nocy. Nie pomagały nawet silne leki na sen i w końcu na neurologii w szpitalu okazało się, że mam te nasze słynne zmiany demielinizacyjne. Ale wtedy nie było pewności, żadnego rzutu, tylko problemy ze snem, a raczej jego brakiem. Diagnozy nie postawiono i tak żyłam dalej. Aż trafiłam do pani neurolog, która była pewna, że mam SM, ale o łagodnym przebiegu. Ustawiła mi leki, zaczęłam spać, a ona nie pozwalała się martwić, więc łudziłam się, że może jednak tego nie mam. Jednak podświadomie postanowiłam zacząć ruszać więcej nogami, na wszelki wypadek gdyby choroba postanowiła się nasilić. Zawsze lubiłam rowerem, ale nie sądziłam kiedyś, że będę nim przemierzać codziennie do pracy 13 km w jedną stronę. Dla mnie to radość ze świadomości, że robię to żeby wzmocnić i ciało i ducha. Pływanie jest dla mnie jak delikatny masaż- czysta przyjemność. Bieganie traktuje jako ćwiczenie siły woli, bo ja się cały czas uczę biegać i coraz bardziej mi się to podoba! Widzę po sobie, że im bardziej jestem świadoma choroby, tym bardziej chce mi się ruszać, bo po to są nogi i ręce, żeby nimi ruszać, każdy na ile tylko może.

Czy byłaś aktywna i uprawiałaś jakieś sporty jeszcze przed diagnozą?

Przed diagnozą chodziłam na basen regularnie, ale rower traktowałam bardziej jako taki sobie pojazd na lato.  Bieganie kojarzyło mi się tylko z lekcjami wuefu, z których mam złe wspomnienia z czasów szkolnych ;) Myślę, że teraz po latach ruszam się o wiele więcej niż niejeden faworyt szkolnych wuefistek ;-)

Czy nie boisz się, że nadmierny wysiłek negatywnie wpłynie na Twoje zdrowie i spowoduje postęp choroby?

Boję, jak każdy. Szczególnie jak zadam sobie za dużo wysiłku jednego dnia. Uwielbiam łączyć różne formy ruchu. Na biegi pędzę rowerem, potem biegnę, później znów jadę rowerem, wieczorem basen i nagle na noc mój organizm świruje. Ręka się buntuje i kubek z herbatą jest zbyt ciężki do podniesienia albo w nodze się robi mrowisko. Wtedy wiem, że za dużo i muszę powiedzieć sobie stop. Ale gdy nie ruszam się jeden dzień jakoś tak flaczeję, emocjonalnie i fizycznie. Ja nie wiem co będzie jutro, co za rok, ale póki mogę, ruszam się by wzmocnić to, co słabe i zauważyłam, że wbrew pozorom coraz więcej lekarzy przyznaje mi rację. Chyba się już przyzwyczaili, że ja i tak się będę to robić.

Czy masz wsparcie ze strony lekarza neurologa albo rehabilitanta?

W sumie to nie do końca. Neurologów miałam już w swojej „karierze” wielu i chociaż mam jednego, którego odwiedzam regularnie, wcale nie czuję tu większego wsparcia. Czasem wręcz odwrotnie, tak jakby nas z SMem było tylu, że nie można nam nic zaproponować poza standardowym leczeniem lekami i do widzenia. I to też jest powód, dla którego się buntuję i uważam, że ruch i dieta mogą zdziałać czasem o wiele więcej. Z rehabilitacją jeszcze nigdy nie miałam do czynienia. Nie jestem też na razie leczona lekami. Początkowo nie spełniałam kryteriów. Teraz już spełniam, ale póki co nie podjęłam takiej decyzji. Leczenie opieram się na ruchu i odpowiednim żywieniu. Nie wiem jak długo jeszcze taka metoda będzie się sprawdzała. Mam świadomość, że wszystko może zmienić się z dnia na dzień, ale myślę sobie, kurczę w tyle miejsc można dojechać rowerem, a jak nie to biegać, a jak nie to chodzić, przebierać nogami i ja mam się poddać? O nie!

Bije od Ciebie niesamowity optymizm. Czy choroba nigdy Ci go nie odebrała? Czy zawsze z uśmiechem na twarzy podchodziłaś do walki z nią?

Ale gdzie tam! Codziennie są momenty kiedy mam tej choroby dosyć! Kiedy 15 razy przesuwam rano budzik, bo taka się czuję zmęczona. Kiedy dzień w dzień jem mój twarożek z olejem budwigowym, a ludzie wokół jedzą gotowe fastfoodowe kanapki. Kiedy na aerobiku nie potrafię ustać na jednej nodze tak długo jak reszta pań. Ale z drugiej strony wiem, że gdyby nie choroba nie miałabym świadomości jak wiele zależy od tego jak dbamy o siebie, zdrowie i to fizyczne i psychiczne. Dla mnie sport jest i fizjoterapią i seansem terapeutycznym w jednym. Bo gdy się ruszasz, cieszy się wszystko, szaleją endorfiny i to jest niesamowite. A my SMowcy bardzo potrzebujemy endorfin, nie tylko w tabletkach ;)

Jakie  jest Twoje największe sportowe marzenie?

Ruszać się dalej i być tak sprawną jak teraz. Nie stawiam sobie jakichś bardziej konkretnych celów ani marzeń, bo różnie może być. Nie biegam dla życiówek, a dla ciągłego pokonywania siebie. Nie jeżdżę rowerem szybciej niż dziewczyny w sukienkach na składakach ;) Ale myślę, że nie to jest najważniejsze. Bardzo bym chciała, żeby w Polsce SM było traktowane z większą przyjaźnią, podobają mi się amerykańskie biegi SMowców, może kiedyś taki też zorganizujemy?

Po wywiadzie z Julką , która powiedziała, że jest wdzięczna za swoją chorobę, odezwały się glosy, że to spore nadużycie mówienie o wdzięczności za nieuleczalną chorobę. Jak jest w Twoim przypadku? Choroba Ci więcej dała czy odebrała?

Trudne pytanie. Choroba odebrała mi wiele, ale nie dała mniej, więc jest… sprawiedliwa. Gdyby nie ona, nie przekonałabym się, że to my, SMowcy, musimy być często o wiele silniejsi niż zdrowi i… jesteśmy! Choroba nauczyła mnie inaczej patrzeć na każdy dzień i cieszyć się z małych radości. Urzekają mnie osoby, które mijam rowerem. Starszą panią z psem, która codziennie skulona przemierza z nim tę samą drogę. Niepełnosprawnego chłopca na trójkołowym rowerze. Starsze małżeństwo idące razem za rękę do sklepu. Dlaczego? Bo każdy z nich walczy! Walczy ze swoimi słabościami i się nie poddaje!

I tego i nam życzę!

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  

4 komentarze “„Jeżdżę rowerem tempem dziewczyn w sukienkach na składakach””

  1. Marcin U pisze:

    Nieważne jak jeździsz/biegasz/pływasz…waże ŻE TO ROBISZ!! Walczcie ludziska.

    1. withasmile.pl pisze:

      Sama się tak zmotywowałam tym wpisem i Twoim komentarzem, że zaraz wyciągam rower z piwnicy i jadę :)

  2. Rozalia Nowak pisze:

    Znam Kosię, jest rozedrgana potrzebą miłości , spełnienia, ambitna do bólu, mądra! zdrowo się odżywia, bo dieta leczy, a to co jemy – to my i tak wyglądamy! Jestem z niej dumna po tym co przeczytałam w wywiadzie! jak tu nie kochać tych szaleńców z SM em! może w końcu medycyna upora się z tą bolesną dla młodości chorobą!
    mój syn choruje już 22lata na SM, a nic nowego dziś w tej sprawie…….
    pozdrawiam Rozalia Nowak

    1. withasmile.pl pisze:

      Pani Rozalio, ja też mocno trzymam kciuki za postęp medycyny! I za Pani syna!
      Pierwsze co pomyślałam, kiedy poznałam Kosię, to: skąd ta kobieta ma w sobie tyle energii? I ciepła :) Cieszę się, że zechciała się podzielić tym z innymi na blogu. Niech jej zapał udziela się innym.
      Ale też ta mądrość, o której Pani pisze. Zdrowa dieta, aktywność. Czasami zdrowym ludziom trudno jest znaleźć w sobie tyle chęci do dbania o siebie.
      Pozdrawiam ciepło Panią i Syna ze słonecznej Warszawy! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>