Wdzięczna za SM.

zdj julia

„Pamiętam, gdy znalazłam Twoją stronę internetową pomyślałam „jejku, to druga ja. Jejku, jak pięknie!” wzruszyłam się, na prawdę. Ucieszyłam się, że są tacy ludzie jak ty :) Jesteś moją motywacją :)”

Poznajcie Julkę!

 

M: Julka, przedstaw się proszę w kilku słowach Czytelnikom.

Jestem Julia, mam 22 lata. Jestem na pierwszym roku studiów magisterskich, zaocznych. Pracuję. Ćwiczę, biegam i się uśmiecham :)  Lubię szczerych, radosnych ludzi. Staram się dawać od siebie jak najwięcej. Kiedyś przyświecała mi myśl: „rób teraz, bo kiedyś nie będziesz mogła”.  Teraz się to nieco zmieniło… Moje nowe motto to „rób bo to lubisz”, bo już wiem, że będę mogła!

 

M: Od jak dawna chorujesz i od czego zaczęła się Twoja przygoda ze stwardnieniem rozsianym?

Choruję na stwardnienie rozsiane od 4 lat. Choroba zaczęła się od grudniowego podwójnego widzenia i jak można się spodziewać, pierwsza była wizyta u okulisty. Całe szczęście od razu dostałam skierował do neurologa. Jednak nie poinformował on mnie, że to na oddział mam się zgłosić. Tak więc, jak przystało na grzeczną osiemnastolatkę, idę do neurologa. Pani w recepcji – jako, że był koniec roku – nie czytając skierowania, powiedziała „najbliższy termin…dopiero w marcu!”. Poszłam prywatnie. Lekarz złapał się za głowę jak go poinformowałam, że kasa chorych przyjmie mnie dopiero w marcu. Wtedy się dowiedziałam, że mam skierowanie na oddział.

Pierwszy raz w szpitalu. Grudzień, tydzień przed wigilią. W piątek miałam zrobiony rezonans, weekend przeleżałam spokojnie nie wiedząc jeszcze nic. Poniedziałek rano, przychodzi mój lekarz i informuje mnie, że idzie zobaczyć moje wyniki. Jeżeli będą dobre, wyjdę do domu. Ucieszyłam się. Nie myślałam wtedy, że może mi coś poważnego dolegać. Nie chorowałam. Zawsze byłam zdrowa.

Wrócił. Powiedział, że wyniki nie są dobre. Zostanę w szpitalu do Wigilii. Będę miała podawane codziennie sterydy. Zrobią mi punkcję.

 

M: Pamiętasz co wtedy czułaś czułaś?

Mętlik, niewiadoma. Sterydy, punkcja – igła gdzieś w kręgosłup?! O CO CHODZI?! Lekarz widząc przerażenie w moich oczach objął mnie ramieniem i powiedział, że będzie dobrze, że mam sie nie martwić. Ale jak?! Wyszedł, zadzwoniłam do mamy. Zaczęłam płakać. Wtedy pierwszy raz. Zrobili wszystko to co mieli zrobić. Wtedy zaczęłam się domyślać, że to stwardnienie rozsiane.  Dni mijały, zestaw solumedrolu się skończył. Maminka moja w Wigilię wcześnie rano przyjechała po mnie. Wróciłam do domu, w którym już była cała rodzina. Zmęczona, ale szczęśliwa. Kolejny przechodzony rzut pojawił się w czasie matury. Pamiętam maturę ustną z polskiego. Nie wiedziałam na czym się skupić. Na przygotowanej prezentacji czy na „zrzucaniu” mrówek z ramienia i nogi?

 

M: Mimo choroby nie zrezygnowałaś z uprawiania sportu.

Sport nigdy nie był dla mnie czymś obcym. Pamiętam, że już w przedszkolu zdobyłam medal w grach i zabawach (to, że wszystkie dzieci, które brały udział dostawały medal jest mało ważne, prawda?). Na tym się nie skończyło: szkoła podstawowa – przeróżne gry i zabawy, biegi, biegi przełajowe, siatkówka i inne.

W czwartej klasie szkoły podstawowej zaczęłam trenować szermierkę. Trenowałam ją do końca gimnazjum. Bez jakiś większych osiągnięć, jednak kocham ten sport. Po zakończeniu trenowania, miałam trochę przerwy od sportu. Poza w-f i jakimiś zawodami szkolnymi nie było nic. Kolejny etap zaczął się dzięki bardzo popularnej dziś Ewie Chodakowskiej. Cieszę się, że o niej usłyszałam! Dzięki niej nie wyglądam dziś jak pączek. Sterydy było widać, oj było… Dzięki niej teraz biegam, ćwiczę, ćwiczę, biegam i się UŚMIECHAM! Staram się to robić codziennie, co drugi dzień.

 

M: Kiedy ostatnio biegałaś?

Dzisiaj poszłam biegać i już na samym początku trasy przewróciłam się na lodzie, mam duużego siniaka na kolanie. Wstałam i zaczęłam biec dalej. Z tysiącem myśli dotyczących odpowiedzi na Twoje pytanie czy pogorszenie stanu zdrowia spowodowałaby pożegnanie ze sportem… Chce być aktywna do końca życia. Chciałabym porównać życie z chorobą do biegu, w którym czasami zdarzają się upadki… Chce wstać i biec dalej, nawet z bolącym kolanem (dziś przebiegłam 13 kilometrów :)). Jestem świadoma tego jak dużo sport daje. Wydaje mi się, że dzięki systematycznym ćwiczeniom jestem w stanie robić to, co robię, a nawet więcej. Śmieję się z chłopaka, który wraca z zajęć i godzinę leży i odpoczywa, a ja po pracy, ćwiczeniach siedzę przy nim i energia mnie roznosi :)  Widzę siebie i innych chorych, dla których aktywność fizyczna jest czymś obcym. Ja się uśmiecham, oni rzadko…

 

M: Jaka jest recepta na zachowanie tak optymistycznego nastawienia do świata, życia po diagnozie?

Może dlatego tak radośnie podchodzę do swojego stwardnienia ponieważ ono mnie nigdy nie zwaliło z nóg, a może nie zwalił z nóg bo… tak optymistycznie podchodzę do życia i zawsze staram się być szczęśliwa? Nie wiem.

Teraz też się uśmiecham, bo muszę Wam to powiedzieć, że ja jestem wręcz wdzięczna mojej chorobie za pojawienie się. Naprawdę! Gdyby nie stwardnienie nie poznałabym miłości mojego życia. Określenie „jaki świat mały” jest tutaj bardzo odpowiednie.

 

M: Powiedz jak się poznaliście. Teraz mnie to bardzo ciekawi!

Marka poznałam dzięki Maćkowi, jego przyjacielowi, którego poznałam na imprezie. Okazało się, że Maciek to bratanek mojego neurologa, mieliśmy wiele tematów do rozmowy. Maciek jako dobry przyjaciel poinformował Marka, że poznał super dziewczynę, która idealnie pasuje do niego. Nieśmiały Marek, odważył się i ponoć zaskoczył wszystkich swoich znajomych, korzystając z możliwości współczesnych czasów i napisał do mnie na Facebooku. Ja, nie znając chłopaka, nie wiedziałam o co mu chodzi. Napisał strasznie dziwną wiadomość, która jednak wcale mnie nie zachęciła niego. Historia potoczyło się tak jak się potoczyło. Jesteśmy 3 lata już razem.  Ponadto siostra Marka jest w związku małżeńskim z bratem mojego neurologa. Dlatego powiedziałam, że świat jest mały :)

 

M: Czy w parze z aktywnością fizyczną idzie również zdrowa dieta?

Staram się jeść zdrowo i kolorowo. Często jem kasze, warzywa strączkowe i wszystko co dobre. Uzależniłam się od owsianki na śniadanie, która zbawiennie wpływa na moje jelita. Tak samo suszone daktyle, bez tego często jest ciężko. Jem mało mięsa. Staram się nie jeść słodyczy, fast foodów i chipsów.

 

M: Jakąś radę dałabyś innym osobom, które podobnie jak Ty w bardzo młodym wieku zachorowały na stwardnienie rozsiane?

Uśmiech jest złotą radą! Dla młodych i tych dłużej już chorujących.  Z uśmiecham łatwiej jest żyć!

 

Ja po wywiadzie długo nie mogłam przestać się uśmiechać. Wy macie podobnie? :)

 

 

 

 

 

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  

Jeden komentarz “Wdzięczna za SM.”

  1. Anonim pisze:

    WOW! ja mam łzy w oczach a zarazem podziwiam Julkę. I na dodatek się uśmiecham… Dziękuje bardzo;)
    Dziewczyny jesteście super! Przełamujcie te stereotypy na temat choroby…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>